Dieta kontra zdrowy rozsądek.

  • Posted on: 13 August 2015
  • By: gymfit

Chciałbym się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami po przeczytaniu serii książek Beaty Pawlikowskiej nawiązujących do zdrowego odżywiania. Nie będę się specjalnie rozpisywał aby nie nudzić ani siebie w trakcie pisania ani Was w trakcie czytania.
Otóż!
Poza kilkoma (jak dla mnie) delikatnie wykluczającymi się teoriami - seria książek, która w zasadzie pochłonąłem w ciągu tygodnia skłoniła mnie do refleksji nie tylko nad samym sobą ale również nad sensem istnienia strony gymfit.pl

Dlaczego?
Przede wszystkim dlatego, że pisałem za długo i za pokrętnie - wg mnie.
Nie widziałem (lub nie chciałem tego widzieć), że artykuły np o normach żywienia czy hormonach (których cykle nie zostały jeszcze w gruncie rzeczy przeze mnie zakończone - i biję się w pierś!) były tak pokrętne, że mogły zamiast pomóc tylko zaszkodzić.
Odnotowałem jednak (i to jest wyjątek) dość spore zainteresowanie artykułem o odżywianiu w chorobie Crohna.
Wniosek nasunął się sam.

Po pierwsze - będę starał się Wam przybliżyć tematykę odżywiania w różnych "jednostkach chorobowych" (tak to pięknie brzmi w języku medycznym i tak jest też przekazywane na wykładach z dietetyki).

Po drugie - kolejne artykuły będą i krótsze i prostsze - za to bardziej dla Was dostępne i pomocne.

Po trzecie - cykl rozpoczętych artykułów oczywiście skończę w takim stylu w jakim zapoczątkowałem.

Po czwarte - nie bójcie się - nie jestem szarlatanem ;). Artykuły pisane są w oparciu o moja wiedzę, która czerpie z różnych publikacji, książek, wykładów z dietetyki ale chyba przede wszystkim z prób logicznego myślenia.

Podobnie jak Beata Pawlikowska - dawno doszedłem do wniosku, że coś z "tym wszystkim" jest nie tak. Przykład?
Na pytanie skierowane do lekarza onkologa czy w przypadku hormonozależnego nowotworu piersi pacjentka może spożywać soje lub len nie potrafił nic powiedzieć. Zacząłem szukać w internecie odpowiedzi - znalazłem oczywiście informację o diecie dr Budwig opartej o świeży len (olej lniany) i dotarłem do badań, które mówią o tym, że len zachowuje się w organiźmie podobnie jak tamoksifen - lek od 20-30 lat już chyba standardowo podawany pacjentkom z tym schorzeniem. Mimo to lekarz nie umiał nic doradzić w kwestii żywienia.

Na wykładach studiów podyplomowych z dietetyki dowiedziałem się też, lekarze praktycznie nie maja zajęć z odżywiania - nie ma na to czasu.
Poza tym zamiast uczyć studentów zasad zdrowego żywienia, przedstawiać wyniki badań naukowych, uczyć historii żywienia i sposobu podejścia do żywienia jako metody wspomagającej leczenie chorób czy przeciwdziałanie im - uczy się np nie specjalnie przydatnych wzorów chemicznych (chyba tylko po to aby absolwent był bardziej wiarygodny na runku pracy). Co z tego skoro ponad połowa słuchaczy to ludzie z nadwaga lub otyli. Posłużę się też przykładem innym. Ukończyłem kurs instruktora rekreacji ruchowej na Krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego. To co zobaczyłem w korytarzach szacownej uczelni wprawiło mnie w niemałe osłupienie. Po pierwsze! Mnóstwo zaniedbanych studentów/studentek! Nadwaga, otyłość, złe (beznadziejne nawyki żywieniowe!) to chleb powszedni tej uczelni!

Oczywiście widziałem też wiele "perełek" ale czy jednak nie powinno być tak, że każdy student ma obowiązek dbać o ciało i ducha poprzez aktywność fizyczna i zdrowe odżywianie? Przecież ci studenci stanowią wizytówkę tej uczelni. Kiedyś chciałem studiować na AWF-ie. Los pokierował mną inaczej. Pasja pozostała. Sport jest przy mnie od małego i tak trwa po dziś. Zdrowe, pożywne odżywianie stanowi w moim życiu jeden z ważnych elementów. Tak to widzę. W gąszczu podręczników akademickich giną gdzieś proste zasady odżywiania naszych babci i prababci, które nie potrzebowały książek, studiów, gazet itp. Za to korzystały z mózgu (logicznego wnioskowania) i instynktu. Nie operowały pięknymi dumnie brzmiącymi nazwami, teoriami tylko po to aby ktoś pomyślał, że się znają. One się po prostu znały. Znały lepiej niż niejeden absolwent dietetyki. Wiedziały lepiej ile i jaki ruch jest dla nich najlepszy. Wiedziały lepiej niż niejeden absolwent AWF'u.

Gdzieś po drodze wszystko to się gdzieś podziału. Gdzie nie wejdę w internecie to widzę porady specjalistów od żywienia, którzy opisują jak to czy tamto działa, jak się zachowuje w naszym organiźmie stosując przy tym nazewnictwo, które nawet dla mnie czasem jest ciężkie.
Nie chcę znać chemii organicznej. Nie chcę dokładnie wiedzieć ile i jakie enzymy pracują dla nas w naszym organizmie. Po co? Dziś wiemy tyle - za 10-30 lat będziemy wiedzieć więcej. Co z tego? Im więcej wiemy tym popełniamy więcej błędów! Co z tego, że dietetyk ładnie powie nam jak coś zostaje rozkładane na czynniki pierwsze i rozpiszę nam dietę. Jeśli chcecie jak też Wam rozpiszę :) Co z tego, że trener powie Wam co macie robić po kolei i "nie zdradzi" swoich tajników dlaczego - bo i po co? Nie zarobi :)
Skoro dziś mamy więcej chorób cywilizacyjnych niż kiedykolwiek poczynając od raka, cukrzycy, chorób serca aż po otyłość!

Tu nie chodzi tylko o nich - chodzi też o Was. Nie chcecie czytać skomplikowanych, długich artykułów, książek. Chcecie być zdrowi i szczupli. Kto nie chce? Macie jednak dość bo to wszystko takie "skomplikowane". Sam złapałem się na tym, że tłumaczę komuś zbyt zawiły językiem i myślę sobie "to on nie wie co to węglowodany, proteiny?". Przecież to proste! Makro i mikroskładniki, tłuszcze trans, mikro, makroelementy, normy itd.

Sam mam czasem tego dość!
I dlatego zgadzam się z Beata Pawlikowska - wróćmy do korzeni, nie komplikujmy, nie sprowadzajmy odżywiania i sportu (w imię zarobku lub po prostu cwaniactwa) do matematyki i skomplikowanych "szlaków metabolicznych" i innych trudnych wyrażeń z dziedziny chemii i biologii. Większość nie chcę tego wiedzieć. Zostawmy to chemikom, lekarzom, farmaceutom, matematykom, fizykom itd.
Żywienie ma być proste (i takie jest). Sport ma być prosty (i taki jest).

Wnioski, które wyciągnąłem mam nadzieje będą czymś co się Wam spodoba.

Dlaczego?
Ponieważ wiele teorii (chyba mało wygodnych dla doradców żywieniowych - w tym mnie oraz dietetyków) Pani Beaty Pawlikowskiej trafia dokładnie w sam środek mojej głowy (mam na myśli centrum sterowania;))

typ artykulu: 
typ artykulu_2: 
typ artykulu_3: